Wszystkim obserwatorom mojego postępującego szaleństwa jestem winna wczorajszą anegdotę: Szósta rano. Wyszłam z domu i przypomniałam sobie, że zostawiłam portfel w kurtce Tomka. Więc zawracam zza furtki osiedla i biegnę. Musicie wiedzieć, że nasz zamek w drzwiach wejściowych często się zacina. A mój Mąż ma bardzo twardy sen. Więc staję przed wejściem do chałupy i oczywiście nie mogę otworzyć. Więc żeby Tomka skuteczniej obudzić dzwonię jak potępiona palcem do drzwi (ding! ding! ding! ding! ...) i jednocześnie telefonem na komórkę (drrrr.... drrr.... drrrr...). I po dłuższym czasie dzieją się dwie rzeczy naraz: w słuchawce słyszę głos mojego męża, a w nagle otwierających się drzwiach - widzę sąsiada w bokserkach.
<czas na oklaski>
<kurtyna>
... czyli diodową, żarówisatoszafirową iluminacją sąsiadów prosto w okna naszj sypialni. To już wolałam jupiter z czasów, gdy im budowali osiedle. :)
(obowiązuje od dnia 23 listopada 2011 r.)
Udzielanie odpowiedzi na pytanie: “Kiedy będzie w firmie radca prawny?”...15 zł
(jeśli nie chcesz płacić za odpowiedź, po prostu zajrzyj do intranetu)
Udzielanie odpowiedzi na pytanie: “Gdzie znajdę wniosek do Zarządu dotyczący
sprawy XY?” (o ile nie został przyjęty na posiedzenie Zarządu, co potwierdza
podpis Kierownika Zespołu Komunikacji i Obsługi Władz Spółki na wniosku) ........5 zł
Udzielanie odpowiedzi na pytanie: “Kto ma się podpisać na dotyczącym sprawy
XY wniosku do Zarządu i na ząłącznikach do tego wniosku?”.........................10 zł
(jeśli nie chcesz płacić za odpowiedź, po prostu zajrzyj do intranetu)
Wysłuchiwanie skarg na procedury dotyczące funkcjonowania firmy oraz
posiedzeń Zarządu................................................................................................17 zł
Wysłuchiwanie opowieści o stanach emocjonalnych wnioskodawców w związku
z koniecznością przygotowania materiałów podlegających akceptacji/
zatwierdzeniu / przyjęciu przez Zarząd ...............................................................20 zł
Przyjmowanie wniosków do Zarządu po regulaminowym terminie................. 5 zł
Rezerwacja numeru uchwały ......... 5 zł + 20 zł jako kaucja na wypadek niezłożenia
dokumentów.
Uwaga! Przyjmuje się wyłącznie gotówkę w niskich nominałach.
Fundusze pozyskane z tytułu świadczenia w/w usług zostaną przeznaczone na: Nerwosol, Kalms, melisę oraz kojące nerwy słodycze dla Zespołu Komunikacji i Obsługi Władz Spółki.
Tak, owszem. Wydrukowałam. Oprawiłam w ramki. Postawiłam w widocznym miejscu, tuż przy tym, w którym przyjmuję wnioski do Zarządu. Już wkrótce będę bogata.
... są jednak dziwini. Gdyby mnie jakieś dziecko przyniosło pracę plastyczną na konkurs "Na tropie przyjaznej energii elektrycznej", która to praca przedstawiałaby człowieka w metalowej klatce rażonego przez piorun albo byłaby puszczającą iskry instalacją wyobrażającą faceta broniącego się za pomocą paralizatora przed nożownikiem, to zamiast przysyłać te prace jury (w którym miałam przyjemność zasiadać), raczej zaalarmowałabym rodziców i szkolnego pedagoga. Hm.
P.S. Zasiadałam też w komisji konkursu literackiego "Moja przygoda w świecie przyjaznej energii elektrycznej". Do tej pory dostaję tiku nerwowego, kiedy trafię na zlepek słów: "krytalicznie czysta woda, przejrzyste powietrze, śpiewające platki, szumiące drzewa, miękka trawa w kolorze soczystej zieleni". Nie wiem, co to za pokolenie, ale poza kalkami i kliszami króluje product placement ("... spojrzałam na mój telewizor Samsung 3D", "... włożyłam szybko moje buty Nike", "... pomknąłem motorem Suzuki CośTam". Rany, a gdzie się podziały fantazje w stylu "Bajek robotów"?
Co mogę powiedzieć o większości środków odchudzających, których próbowałam (ostatnio dwa opakowania Linei Detox)? Że świetnie po nich rosną paznokcie. Chudnie się zaś przede wszystkim po lekach na depresję. :)
Smyrofon - telefon komórkowy z wyświetlaczem dotykowym.
Żródło: ostatni numer "Polityki"
" ...W tę niedziele poszedłem do kościoła. Po świątyni beztrosko biegał mały, może 5 letni chłopczyk.
W pewnej chwili, gdy wszyscy klęczeli, a z pod ołtarza wydobywał się gong, malec stanął w miejscu i na cały głos krzyknął:
- Baza wirusów zotała zkatalizowana (zaktualizowana)."
Dostane/wysłane z Internetu (źródło nieznane)
Odniosłam pierwsze w życiu zwycięstwo na froncie firmowym, na dodatek zapisane w oficjalnych dokumentach. Pogrążyłam kogoś, kto mi szkodził, nieodwracalnie i bezlitośnie. Na dodatek zgodnie z jego życzeniem. Nie wiem, czy się śmiać czy płakać nad sobą i bliźnim.
... po których nie wylądowałam u psychiatry, jak w pamiętnym roku trzy lata temu. A więc zapiszę sobie punkt w bilansie rozgrywek roku 2010. Kizia - Życie, stan na dziś to 2:7. Mam nadzieję, że to wystarczy. Ilość spraw, które mnie przytłoczyły, jest całkiem spora. Na szczęście mój mądry organizm bardzo się pochorował. Nabył ostatnio tę cudowną właściwość, że w krytycznych momentach funduje mi L4, tak na nabranie dystansu. Po koniec zupełnie samotnej Wigilii mam się więc zupełnie nieźle. Brak mi Męża, Rodziców, Brata, Babci i reszty rodziny. Ale UPC na żądanie jest miłym towarzyszem. A do roku 2010 mam prośbę: wypierdalaj stąd, ale już. Tfu!
... będąc w przedszkolu, albo nawet i w podstawówce, wyobrażaliśmy sobie, że dorośli to mają dobrze? Nie muszą nikogo pytać o pozwolenie, leżakować przed podwieczorkiem i chodzić spać po dobranocce, odrabiać lekcji. Nikt im nie zakazuje jedzenia deseru przed obiadem (do tej pory nie rozumiem, w czym to przeszkadza, Tato). Chodzą do pracy i mają własne pieniądze. A nade wszystko to oni PODEJMUJĄ DECYZJE.
Dziś oddałabym wszystko, za leżakowanie. I - przede wszystkim - za to, żeby niektóre decyzje zostały po prostu za mnie podjte. Nawet te desery na nielegalu, których w ramach rekompensaty za stracone lata nigdy sobie nie odmawiam.
Mężczyźni często się dziwią: "Nie wiem, czemu odeszła? Przecież nie robiłem nic złego...". Tymczasem kobiety mają największy żal nie o to, co ich mężczyźni zrobili, tylko o to, czego nie zrobili.
Mam nadzieję, że to już jest dno i że teraz tylko w górę. Tak. I naprawdę doceniam fakt, że wiele osób się o mnie martwi. Aczkolwiek tracę cierpliwość, tłumacząc po raz setny, że jak mam swoje stany zniżkowe NIE NALEŻY MNIE RUSZAĆ i NIE POMOGĄ MI KONTAKTY Z BLIŹNIMI. Przemilczam tylko fakt, że dobrzy ludzie próbując mnie rozruszać narażają życie. To chyba nieetyczne.
A swoją drogą: naprawdę przegadanie-czegoś-w-tę-i-z-powrotem nie zawsze jest najlepszym sposobem na pokonanie przeciwności losu. Serio. Mnie to tylko rozpiernicza. A milcząca i z zaciśniętymi zębami jestem silna/dzielna/z-jajami. Zaprawdę, powiadam Wam, nie zmuszajcie nikogo do zwierzeń Dla Jego Dobra. Jeśli oczywiście nie chcecie znienacka oberwać. Bo - jak uczy psychologia - apatia brzegowa czasem przechodzi w skrajną agresję, nie zawsze zresztą skierowaną tam, gdzie trzeba.
Kiks roku: wysłałam zaproszenie do zapoznania się z moim profilem na fejsbuku do wszystkich ludzi ze skrzynki mailowej (a więc i do Dawno Zamkniętych Rozdziałów i do Sprzedających z Allegro i do większości Waznych Osób z mojej firmy). PRZEZ PRZYPADEK. A do tej pory myślałam, że to się zdarza INNYM LUDZIOM. Aaaa!
Musieć przeprowadzić nieprzyjemną rozmowę dyscyplinującą z matką samotnie wychowującą niepełnosprawne dziecko, zajętą walką o prawa do tego dziecka z ojcem psychopatą, tak że aż się dziewczyna popłakała: bezkurwacenne.
Ło, matko! Dni takie jak wczoraj mają jeden strongpoint: kończą się projekcją "Fightclubu". Tym razem - czyli przy siódmym oglądaniu - zauroczyły mnie dwa teksty Tylera Durdena:
1) "Nawet Mona Lisa się rozpada" - kiedy Edward Norton ogląda w lustrze swoją zmasakrowaną twarz i wypluwa do zlewu zęby po kolejnej ekstatycznej nawalance.
2) "Sięganie dna to nie wypad na weekend" - na moment przed wielkim samochodowym bum!
Nie wiem sama. Kiedy ktoś mnie pyta o filmy, które mnie poruszyły wymieniam odruchowo: "Fightclub", "Million dolar hotel", "Dogville", "Tańcząc w ciemnościach", "Krwawy Romeo", "Nikita", "Rzeczy, które robisz w Denver...", "Thelmę i Louise". Może powinnam zacząć myśleć o jakiejś terapii czy coś?
... że wśród osób, które przebiegają przez jezdnię na czerwonym świetle, tuż przed maskami rozpędzonych pojazdów, przeważają osoby poruszające się o kulach, kuśtykające i z innymi upośledzeniami kończyn dolnych?
Kiedyś po skończeniu studiów paliło się zeszyty. Dziś wystawia się na Allegro podręczniki. Konstruktywnie i bardziej po protestancku.
P.S. Gdyby ktoś chciał pisać magisterkę o IV RP, służę kompletem materiałów po bardzo przystępnej cenie. Jako bonus dołączę moją pracę magisterską. Proszę się nie krępować, proszę mnie cytować ;)
Jestem mistrzynią wtopy. Kto nie wierzy, niech przeczyta:
Ostatnie zajęcia przed zaliczeniem (ustną, osobistą przepytką student vs. pedagog). Jeden z naszych ulubionych wykładowców, doktor O.A. (btw.mówca doskonały, którego każdy wykład jest dziełem sztuki ),kończy omawiać niuanse politycznego public relations:
O.A.:
- Był taki tekst „Polityczne public relations”…
Kizia:
- Strasznie nudny i długi.
O.A.:
- To był mój tekst…
Kizia (skonfundowana, ale tylko trochę):
- Hm… Przykro mi… Ale i tak był lepszy niż ten tekst A.W. o kampaniach PR…
O.A.:
- A.W. to moja żona.
Epilog:
A.O. – mimo, że się tego spodziewałam i się przygotowałam, jednocześnie odkrywając swoją bolesną pomyłkę (tekst był długi, ale jednak nie nudny) – absolutnie nie ustosunkował się na zaliczeniu do tej rozmowy. Zadał mi kilka pytań, pogratulował wyników w nauce i życzył powodzenia w przyszłości. A potem posłał mi uśmiech, który mówił: „Nie muszę pani przypominać, naszej ostatniej wymiany zdań. Wiem, że to była niezła lekcja”. Jak tu go nie kochać?
Właśnie sobie zdałam sprawę, że były już romanse rozwijające się na czacie i forach dyskusyjnych, przez gadu-gadu i naszą-klasę. Nie słyszałam, żeby ktoś z moich znajomych romanoswał przez fejsbuka. Czyżbyśmy jako społeczeństwo nauczyli się używać narzędzi społecznościowych do kultywowanie tradycji społecznych (a nie intymnych czy erotycznych) i weszli tym samym na nowy level? A może fejsbuk jest dla starych pierdzieli, którym się nie chce?